Realizacje Usługi Bezpłatny audyt O nas FAQ Blog Kontakt
Wycena Zacznijmy →
SEO
11 min czytania
24 lipca 2026

Przykładowy audyt strony internetowej — co zawiera i jak go czytać

Jak wygląda profesjonalny audyt od środka: sekcje raportu, co znaczą wyniki punktowe i które znaleziska naprawdę kosztują firmę pieniądze.

← Wróć do bloga

„Audyt strony internetowej" to jedno z tych określeń, które w każdej firmie znaczą co innego. Czasem jest to wydruk z darmowego narzędzia, czasem dwadzieścia stron konkretów. Zanim zapłacicie za taki dokument, warto wiedzieć, co powinien zawierać.

Poniżej rozkładamy na części raport, który realnie przygotowaliśmy — na przykładzie firmy produkcyjnej z branży drzewnej. Dane są prawdziwe, nazwa i szczegóły identyfikujące pominięte.

Sekcja 1 — wyniki punktowe

Raport zaczyna się od czterech liczb: wydajność, dostępność, SEO i dobre praktyki. To wynik automatycznych testów w skali od zera do stu.

39
wydajność — wynik krytyczny
91
dostępność — dobry wynik testu
92
SEO — techniczne podstawy

Tu jest pierwsza pułapka, o której mało kto mówi: te wyniki dotyczą jednej podstrony i mierzą wyłącznie to, co da się zmierzyć automatycznie. W tym konkretnym raporcie SEO dostało 92 punkty, a kilka stron dalej opisaliśmy brak nagłówka H1 na dziesięciu podstronach i brak opisów na kolejnych.

Sprzeczność jest pozorna. Test sprawdza pojedynczy adres i zestaw parametrów technicznych — nie ocenia struktury całego serwisu. Dlatego audyt, który kończy się na czterech liczbach, jest bezwartościowy.

Sekcja 2 — co już działa dobrze

Sekcja, którą łatwo uznać za wypełniacz, a która ma konkretny cel: pokazuje, czego nie trzeba ruszać. Bez niej klient dostaje listę trzydziestu problemów i wrażenie, że wszystko jest do wyrzucenia.

W omawianym raporcie były to trzy rzeczy: jasna specjalizacja widoczna od razu po wejściu, komplet danych kontaktowych i poprawnie działający certyfikat.

Sekcja 3 — pierwsze wrażenie

Zrzuty ekranu strony na komputerze i telefonie, obok siebie. Brzmi trywialnie, ale to zwykle ta strona raportu wywołuje najwięcej emocji.

Powód jest prosty: większość właścicieli firm nigdy nie widziała własnej strony oczami klienta — otwierają ją z zakładki, na dużym monitorze, znając już całą zawartość. Widok mobilny w kontekście „tak wygląda pierwsze pięć sekund" bywa nieprzyjemnym odkryciem.

Sekcja 4 — wydajność

Tutaj wchodzą konkretne liczby zamiast ogólnego wyniku:

  • LCP 7,3 s — moment, w którym pojawia się główna treść. Cel to poniżej 2,5 s.
  • Speed Index 6,1 s — jak szybko strona wypełnia się wizualnie.
  • CLS 0,013 — przeskakiwanie układu. Tu akurat wynik bardzo dobry.

Same liczby jednak nikogo nie przekonują. Dlatego każde znalezisko w raporcie ma trzy części: problem, wpływ i rekomendacja. Przy LCP 7,3 sekundy wpływ brzmi tak: istotna część użytkowników mobilnych opuszcza stronę, zanim zobaczy ofertę — a od 2021 roku szybkość jest też czynnikiem rankingowym Google.

Jak czytać audyt: jeśli przy jakimkolwiek znalezisku nie ma opisanego skutku biznesowego, to znaczy, że autor wkleił wynik narzędzia, a nie wykonał analizę. Kolumna „wpływ" jest tym, za co się płaci.

Sekcja 5 — bezpieczeństwo

Obszar pomijany w większości audytów SEO, a potrafiący zamknąć firmie działalność na kilka dni.

W omawianym przypadku interfejs serwisu udostępniał publicznie nazwy kont administracyjnych. Znajomość loginu to połowa danych potrzebnych do przejęcia konta — druga połowa to hasło, które da się atakować automatycznie. Do tego strona ujawniała dokładną wersję oprogramowania, czyli gotową instrukcję, których znanych podatności spróbować.

Żadne narzędzie SEO tego nie zgłosi, bo to nie jest problem widoczności. A jest to jedyne znalezisko w całym raporcie, które może kosztować firmę utratę całej strony.

Sekcja 6 — zgody, RODO i gotowość reklamowa

Tabela z listą wykrytych narzędzi i statusem każdego z nich. W omawianym raporcie wyglądała tak: wykryto Menedżera Tagów, nie wykryto banera zgód, nie wykryto Consent Mode v2.

Wniosek: narzędzia analityczne uruchamiały się przed uzyskaniem zgody użytkownika, czyli dane były zbierane bez podstawy prawnej. To nie jest teoretyczne ryzyko — to obszar, w którym Prezes UODO nakłada kary.

Drugi wniosek dotyczy pieniędzy: bez poprawnie skonfigurowanego Consent Mode v2 dane o użytkownikach, którzy nie wyrazili zgody, są bezpowrotnie tracone zamiast modelowane, a listy remarketingowe i pomiar konwersji w Google Ads przestają działać poprawnie. Firma, która chciałaby jutro uruchomić kampanię, wydawałaby budżet bez informacji zwrotnej.

Sekcja 7 — problemy obejmujące wiele podstron

To jest sekcja, która odróżnia audyt od zrzutu z narzędzia. Zamiast listy błędów pojedynczej strony pokazuje wzorce w całym serwisie:

  • Brak nagłówka H1 — 10 podstron
  • Brak linkowania wewnętrznego — 20 podstron
  • Brak opisu w wynikach wyszukiwania — 2 podstrony
  • Brak znacznika canonical — 1 podstrona

Różnica jest zasadnicza: te błędy nie dotyczą jednej strony, tylko sposobu, w jaki zbudowano cały serwis. Naprawa punktowa ich nie usuwa, bo przy kolejnej dodanej podstronie wrócą.

Sekcja 8 — lista znalezisk z priorytetami

Rdzeń raportu. Każdy problem opisany według tego samego schematu i oznaczony wagą — wysoka albo średnia — oraz obszarem: SEO, wydajność, bezpieczeństwo, dostępność, konwersja.

Przykład wpisu o wysokim priorytecie:

!

Strona zbiera dane analityczne bez mechanizmu zgody

Wpływ: RODO i Prawo komunikacji elektronicznej wymagają zgody przed uruchomieniem narzędzi analitycznych i reklamowych. Brak banera to ryzyko kary, a w przypadku kampanii Google — także niezgodność z wymaganiami samej platformy reklamowej.

Rekomendacja: wdrożyć baner zgód blokujący skrypty do momentu ich akceptacji, wraz z możliwością późniejszej zmiany decyzji.

Sekcja 9 — plan działań

Ostatnia i najważniejsza część. Lista trzydziestu problemów bez kolejności jest dla firmy bezużyteczna — nikt nie wie, od czego zacząć, więc nie zaczyna od niczego.

Plan porządkuje to w etapy: najpierw szybkie poprawki liczone w godzinach, potem architektura informacji, dalej decyzje technologiczne, na końcu treści i pomiar konwersji.

Tu też pada rekomendacja, której klienci nie zawsze chcą usłyszeć — czasem naprawa istniejącej strony kosztuje tyle co budowa nowej i nie daje trwałego efektu. Uczciwy audyt mówi to wprost, zamiast wyceniać poprawki, które i tak nie wystarczą.

Czego w dobrym audycie nie powinno być

  • Samych wyników punktowych bez wyjaśnienia, co z nich wynika
  • Listy błędów bez skutków — „brak atrybutu alt" nic nie mówi osobie nietechnicznej
  • Braku priorytetów — wszystko ważne znaczy nic nie jest ważne
  • Ogólników w rodzaju „strona wymaga optymalizacji" bez wskazania czego i jak
  • Wyłącznie SEO — bez bezpieczeństwa, zgód i ścieżki do kontaktu obraz jest niepełny

Ile taki raport powinien kosztować

Rynkowo od kilkuset do kilku tysięcy złotych, w zależności od wielkości serwisu. U nas od 300 do 1 000 zł — przy prostej stronie dolna granica, przy rozbudowanym serwisie albo sklepie górna.

Jeśli chcecie najpierw zobaczyć, jak to działa, darmowy audyt strony internetowej pokazuje wyniki i trzy najpoważniejsze problemy wraz z ich skutkami. Pełny raport dokłada rekomendację przy każdym znalezisku, kompletną listę z priorytetami i plan działań.

Jeśli wolicie sprawdzić stronę samodzielnie, mamy na to osobną instrukcję: jak przeprowadzić audyt strony internetowej.

Zobaczcie, jak wypada Wasza strona

Bezpłatny raport z wynikami i trzema najpoważniejszymi problemami wraca na maila w 48 godzin. Bez dostępu do strony i bez zobowiązań.

Zamów bezpłatny audyt →