Realizacje Usługi Bezpłatny audyt O nas FAQ Blog Kontakt
Wycena Zacznijmy →
SEO
6 min czytania
24 lipca 2026

Przykładowy audyt strony internetowej - co zawiera i jak czytać

Przykładowy audyt strony internetowej od środka: sekcje raportu, co znaczą wyniki punktowe i które znaleziska naprawdę kosztują firmę pieniądze.

← Wróć do bloga

„Audyt strony internetowej” w każdej firmie znaczy co innego. Czasem to wydruk z darmowego narzędzia, czasem dwadzieścia stron konkretów. Zanim zapłacisz za taki dokument, dobrze wiedzieć, co powinien zawierać, dlatego pokazujemy przykładowy audyt strony internetowej od środka.

Rozkładamy na części raport, który naprawdę przygotowaliśmy dla firmy produkcyjnej z branży drzewnej. Dane są prawdziwe, a nazwę i szczegóły, po których dałoby się ją rozpoznać, pominęliśmy.

Sekcja 1 - wyniki punktowe

Raport zaczyna się od czterech liczb: wydajność, dostępność, SEO i dobre praktyki. To wyniki automatycznych testów Lighthouse w skali od zera do stu.

39
wydajność - wynik krytyczny
91
dostępność - dobry wynik testu
92
SEO - techniczne podstawy

Tu jest pierwsza pułapka, o której mało kto mówi: te wyniki dotyczą jednej podstrony i mierzą wyłącznie to, co da się zmierzyć automatycznie. W tym raporcie SEO dostało 92 punkty, a kilka stron dalej opisaliśmy brak nagłówka H1 na dziesięciu podstronach i brak opisów na kolejnych.

Sprzeczność jest pozorna. Test sprawdza pojedynczy adres i zestaw parametrów technicznych, a nie strukturę całego serwisu. Dlatego audyt, który kończy się na czterech liczbach, niewiele Ci powie.

Sekcja 2 - co już działa dobrze

Łatwo uznać ją za wypełniacz, a ma konkretny cel: pokazuje, czego nie trzeba ruszać. Bez niej dostajesz listę trzydziestu problemów i wrażenie, że wszystko jest do wyrzucenia.

W omawianym raporcie były to trzy rzeczy: jasna specjalizacja widoczna od razu po wejściu, komplet danych kontaktowych i poprawnie działający certyfikat SSL.

Sekcja 3 - pierwsze wrażenie

Zrzuty ekranu strony na komputerze i telefonie, obok siebie. Brzmi trywialnie, ale to zwykle ta strona raportu wywołuje najwięcej emocji.

Powód jest prosty: wielu właścicieli firm nigdy nie widziało własnej strony oczami klienta. Otwierają ją z zakładki, na dużym monitorze, znając już całą zawartość. Widok z telefonu w kontekście „tak wyglądają pierwsze sekundy wizyty” bywa nieprzyjemnym odkryciem.

Sekcja 4 - wydajność

Tutaj zamiast ogólnego wyniku pojawiają się konkretne liczby:

  • LCP 7,3 s, czyli moment, w którym pojawia się główna treść. Google uznaje za dobry wynik do 2,5 s.
  • Speed Index 6,1 s, czyli jak szybko strona wypełnia się wizualnie.
  • CLS 0,013, czyli przeskakiwanie układu podczas ładowania. Tu akurat wynik bardzo dobry.

Same liczby jednak nikogo nie przekonują. Dlatego każde znalezisko w raporcie ma trzy części: problem, wpływ i rekomendację. Przy LCP 7,3 sekundy wpływ brzmi tak: według badania Google z 2016 roku ponad połowa wizyt na telefonie kończy się porzuceniem strony, która ładuje się dłużej niż 3 sekundy, a Google uwzględnia szybkość w ocenie stron, od 2021 roku także w postaci wskaźników Core Web Vitals.

Jak czytać audyt: jeśli przy jakimkolwiek znalezisku nie ma opisanego skutku biznesowego, autor wkleił wynik narzędzia, zamiast przeprowadzić analizę. Kolumna „wpływ” jest tym, za co płacisz.

Sekcja 5 - bezpieczeństwo

Obszar często pomijany w audytach SEO, a potrafiący zamknąć firmie stronę na kilka dni.

W omawianym przypadku serwis udostępniał publicznie nazwy kont administracyjnych. Znajomość loginu to połowa danych potrzebnych do przejęcia konta, a druga połowa to hasło, które da się atakować automatycznie. Do tego strona ujawniała dokładną wersję oprogramowania, czyli gotową podpowiedź, których znanych luk spróbować.

Żadne narzędzie SEO tego nie zgłosi, bo to nie jest problem widoczności. A było to jedyne znalezisko w całym raporcie, które mogło kosztować firmę utratę całej strony.

Sekcja 6 - zgody, RODO i gotowość reklamowa

Tabela z listą wykrytych narzędzi i statusem każdego z nich. W omawianym raporcie wyglądała tak: wykryto Menedżera Tagów, nie wykryto banera zgód, nie wykryto Consent Mode v2.

Wniosek: narzędzia analityczne uruchamiały się przed uzyskaniem zgody użytkownika, czyli dane były zbierane bez podstawy prawnej. To realne ryzyko prawne, a nie teoretyczne, bo za naruszenia RODO kary nakłada Prezes UODO.

Drugi wniosek dotyczy pieniędzy. Od marca 2024 roku Google wymaga Consent Mode v2 dla ruchu z Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Bez niego dane o użytkownikach, którzy nie wyrazili zgody, przepadają zamiast być modelowane, a listy remarketingowe i pomiar konwersji w Google Ads przestają działać poprawnie. Firma, która chciałaby jutro uruchomić kampanię, wydawałaby budżet bez informacji zwrotnej. Szerzej piszemy o tym w tekście wymogi prawne strony firmowej.

Sekcja 7 - problemy obejmujące wiele podstron

To ta sekcja odróżnia audyt od zrzutu z narzędzia. Zamiast błędów pojedynczej strony pokazuje wzorce w całym serwisie:

  • Brak nagłówka H1: 10 podstron
  • Brak linkowania wewnętrznego: 20 podstron
  • Brak opisu w wynikach wyszukiwania: 2 podstrony
  • Brak znacznika canonical: 1 podstrona

Różnica jest zasadnicza: te błędy nie dotyczą jednej strony, tylko sposobu, w jaki zbudowano cały serwis. Poprawianie ich po jednym nie wystarczy, bo wrócą przy kolejnej dodanej podstronie.

Sekcja 8 - lista znalezisk z priorytetami

Rdzeń raportu. Każdy problem jest opisany według tego samego schematu i oznaczony wagą, wysoką albo średnią, oraz obszarem: SEO, wydajność, bezpieczeństwo, dostępność, konwersja.

Przykład wpisu o wysokim priorytecie:

!

Strona zbiera dane analityczne bez mechanizmu zgody

Wpływ: RODO i Prawo komunikacji elektronicznej wymagają zgody przed uruchomieniem narzędzi analitycznych i reklamowych. Brak banera to ryzyko kary, a przy kampaniach Google także niezgodność z wymaganiami samej platformy reklamowej.

Rekomendacja: wdrożyć baner zgód, który blokuje skrypty do momentu akceptacji i pozwala później zmienić decyzję.

Sekcja 9 - plan działań

Ostatnia i najważniejsza część. Lista trzydziestu problemów bez kolejności jest bezużyteczna: nikt nie wie, od czego zacząć, więc nikt nie zaczyna.

Plan układa to w etapy: najpierw szybkie poprawki, potem porządek w strukturze serwisu, dalej decyzje technologiczne, na końcu treści i pomiar zapytań.

Tu pada też rekomendacja, której właściciele nie zawsze chcą usłyszeć: czasem naprawa istniejącej strony kosztuje tyle co budowa nowej i nie daje trwałego efektu. Uczciwy audyt mówi to wprost, zamiast wyceniać poprawki, które i tak nie wystarczą.

Czego w dobrym audycie nie powinno być

  • Samych wyników punktowych bez wyjaśnienia, co z nich wynika.
  • Listy błędów bez skutków. „Brak atrybutu alt” nic nie mówi osobie, która nie zajmuje się techniką.
  • Braku priorytetów. Gdy wszystko jest ważne, nic nie jest ważne.
  • Ogólników w rodzaju „strona wymaga optymalizacji” bez wskazania, czego i jak.
  • Wyłącznie SEO. Bez bezpieczeństwa, zgód i ścieżki do kontaktu obraz jest niepełny.

Ile kosztuje audyt strony internetowej

Na rynku orientacyjnie od kilkuset do kilku tysięcy złotych, zależnie od wielkości serwisu i zakresu. U nas pełny audyt kosztuje od 300 do 1 000 zł: przy prostej stronie dolna granica, przy rozbudowanym serwisie albo sklepie górna.

Zanim zamówisz pełny raport, sprawdź na próbę, czego się dowiesz: bezpłatny audyt strony internetowej pokazuje wyniki i trzy najpoważniejsze problemy wraz z ich skutkami. Jeśli wolisz zacząć samodzielnie, przejdź po kolei punkty z instrukcji jak przeprowadzić audyt strony internetowej i porównaj wynik z tym, co widzisz wyżej.

Zobacz, jak wypada Twoja strona

Bezpłatny raport z wynikami i trzema najpoważniejszymi problemami wraca na maila, bez dostępu do strony i bez zobowiązań.

Zamów bezpłatny audyt →

Chcesz sprawdzić, jak to wygląda u Ciebie?

Napisz, czym zajmuje się Twoja firma i co chcesz poprawić. Odpowiemy konkretnie, bez gotowej oferty wysyłanej w ciemno.