WordPress obsługuje ogromną część stron w internecie i długo był najrozsądniejszym wyborem dla małej firmy. Dziś coraz więcej osób szuka, czym go zastąpić, ale zwykle nie dlatego, że WordPress jest zły. Powód jest bardziej przyziemny: wtyczki, aktualizacje i wolne ładowanie, które z roku na rok kosztują więcej uwagi. Zanim jednak zaczniesz szukać, czy istnieje lepsza alternatywa dla WordPressa, warto ustalić, co dokładnie przeszkadza w obecnej stronie.
Najpierw diagnoza: co naprawdę przeszkadza
W rozmowach z klientami przewijają się trzy problemy. Pierwszy to bezpieczeństwo: strona na WordPressie z kilkunastoma wtyczkami wymaga stałego pilnowania aktualizacji, a zaniedbanie kończy się infekcją, o czym pisaliśmy przy okazji tekstu o odzyskiwaniu zawirusowanej strony. Drugi to szybkość: każda wtyczka dokłada skrypty i zapytania do bazy, więc strona zwalnia, choć nikt świadomie jej nie spowalniał. Trzeci to koszty utrzymania, które rosną razem z liczbą rozszerzeń.
Jeśli Twój problem to jedno z tych trzech, zmiana technologii może go rozwiązać. Jeśli problemem jest to, że strona po prostu nie przynosi klientów, nowa technologia nic tu nie zmieni. Wtedy trzeba zacząć od treści, oferty i SEO, a o wyborze narzędzia myśleć później. Zmiana silnika w samochodzie, który jedzie w złą stronę, niewiele pomoże.
Kiedy WordPress nadal jest dobrym wyborem
Uczciwie trzeba powiedzieć, że są sytuacje, w których zostaje najlepszą opcją. Gdy codziennie dodajesz treści i chcesz mieć pełną swobodę w ich układaniu, gdy prowadzisz sklep oparty na WooCommerce z jego ogromnym zapleczem rozszerzeń, gdy budżet na start jest ograniczony albo gdy zależy Ci na tym, żeby łatwo znaleźć innego wykonawcę w przyszłości. Szersze porównanie znajdziesz we wpisie WordPress czy strona na zamówienie.
Dobrze utrzymany WordPress z kilkoma sprawdzonymi wtyczkami i regularną opieką potrafi działać bez problemów latami. Kłopoty zaczynają się zwykle wtedy, gdy strona rośnie bez planu, a kolejne funkcje dokłada się kolejnymi rozszerzeniami.
Alternatywa dla WordPressa numer jeden: kreatory stron
Najprostsza zamiana to kreator, w którym stronę składa się z gotowych bloków w przeglądarce. Nie ma tu aktualizacji ani wtyczek do pilnowania, bo całą techniczną stronę obsługuje dostawca. Za tę wygodę płaci się abonamentem, ograniczoną kontrolą nad szybkością i SEO oraz uzależnieniem od jednej firmy: strony z kreatora zwykle nie da się po prostu przenieść gdzie indziej. Kiedy to wystarcza, a kiedy zaczyna kosztować więcej, niż się wydaje, opisaliśmy w osobnym tekście o kreatorach stron.
Strona statyczna z panelem do treści
Druga droga to rozwiązanie, w którym strona składa się z gotowych plików, a treści edytuje się w osobnym panelu. Technologie takie jak Astro budują stronę raz, przy publikacji, a potem serwer wysyła odwiedzającym gotowy plik zamiast składać go przy każdym wejściu. Efekt jest odczuwalny od razu: strona ładuje się bardzo szybko, a ponieważ nie ma na niej bazy danych ani formularza logowania, znika cała kategoria ataków typowych dla WordPressa.
Panel do treści działa obok. Klient pisze w nim wpisy, podmienia zdjęcia i teksty, a po zapisaniu strona przebudowuje się sama. Takie podejście nazywa się headless i wyjaśniamy je osobno, bez technicznego żargonu. Paneli tego typu jest sporo, także otwartych, które można postawić na własnym serwerze bez opłat licencyjnych, na przykład Payload udostępniany na licencji MIT. Są też panele trzymające treści bezpośrednio w repozytorium kodu, ale część z nich wciąż jest na wczesnym etapie rozwoju, więc przy stronach dla klientów podchodzimy do nich ostrożnie.
To kierunek, który rozwijamy u siebie, i opisaliśmy go szerzej na stronie o stronach w Astro i Next.js.
Aplikacja zamiast strony
Trzecia opcja dotyczy sytuacji, w których strona jest właściwie narzędziem: ma konfigurator, panel klienta, rezerwacje z logiką biznesową albo integracje z kilkoma systemami. Wtedy zamiast składać to z wtyczek, lepiej zbudować aplikację, na przykład w Next.js. To droższe na starcie, ale każda funkcja robi dokładnie to, czego potrzebujesz, i nie zależy od tego, czy autor wtyczki nadal ją rozwija.
Jak zmienia się rachunek kosztów
Przy porównywaniu ofert łatwo patrzeć tylko na cenę wykonania, a to tylko połowa rachunku. Strona na WordPressie zwykle jest tańsza na starcie, bo wiele elementów istnieje już w gotowych motywach i wtyczkach. Za to przez cały czas życia strony trzeba płacić za aktualizacje, kopie zapasowe, pilnowanie bezpieczeństwa i coraz szybszy hosting, który ma nadrobić wolniejszą stronę.
Strona statyczna z panelem odwraca te proporcje. Wykonanie kosztuje więcej, bo więcej rzeczy pisze się od zera, ale utrzymanie jest wyraźnie tańsze: hosting gotowych plików kosztuje niewiele, a nie ma wtyczek, które co tydzień wymagają uwagi. Dlatego przy porównaniu najlepiej położyć obok siebie koszt całkowity na kilka lat, a nie samą fakturę za wykonanie. Jak policzyć koszty stałe, pokazaliśmy we wpisie o rocznym utrzymaniu strony.
Na co uważać przy zmianie
Przejście z WordPressa na cokolwiek innego to przede wszystkim przeniesienie treści i adresów. Każda podstrona, która ma pozycję w Google, musi albo zachować swój adres, albo dostać przekierowanie na nowy. Pominięcie tego kroku potrafi zabrać sporą część ruchu z wyszukiwarki, a odbudowa trwa długo. Zasady są takie same jak przy zmianie hostingu, więc warto zajrzeć do wpisu o tym, jak przenieść stronę bez utraty pozycji w Google.
Druga rzecz to hosting. Statyczną stronę da się utrzymać bardzo tanio, ale darmowe plany popularnych platform mają swoje regulaminy. Na przykład Vercel w darmowym planie dopuszcza tylko użytek niekomercyjny, więc strona firmowa potrzebuje tam płatnego planu albo innego dostawcy. Takie szczegóły warto sprawdzić przed decyzją, a nie po wdrożeniu.
Jeśli nie wiesz, czy Twoja obecna strona wymaga zmiany technologii, czy wystarczy ją uporządkować, zacznij od bezpłatnego audytu. To najtańszy sposób, żeby zamiast przeczucia mieć listę konkretnych problemów.
Chcesz sprawdzić, jak to wygląda u Ciebie?
Napisz, czym zajmuje się Twoja firma i co chcesz poprawić. Odpowiemy konkretnie, bez gotowej oferty wysyłanej w ciemno.