Headless CMS to jedno z tych pojęć, które brzmią jak żargon dla programistów, a opisują coś bardzo prostego. Jeśli ktoś proponuje Ci stronę w tej technologii albo czytasz, że to lepsza droga niż WordPress, ten tekst wyjaśni, co to oznacza w praktyce dla właściciela firmy: co zyskujesz, co tracisz i kiedy ma to sens.
Restauracja z kuchnią na sali
Najprościej wytłumaczyć to na przykładzie restauracji. W klasycznym CMS-ie, takim jak WordPress, kuchnia i sala są jednym pomieszczeniem. Każdy gość, który wchodzi na stronę, sprawia, że kucharz zaczyna gotować jego danie od zera: serwer pobiera treści z bazy, składa z nich stronę i dopiero wtedy ją wysyła. Przy okazji przez tę samą salę prowadzą drzwi na zaplecze, czyli panel logowania, do którego każdy może spróbować wejść.
W modelu headless kuchnia jest osobno. Panel, w którym edytujesz treści, działa na zapleczu, a strona dostaje gotowe dania: pliki zbudowane wcześniej, w chwili publikacji. Gość nie czeka, aż ktoś coś ugotuje, bo wszystko jest już na talerzu. Słowo „headless", czyli „bez głowy", oznacza właśnie to, że panel nie jest przyklejony do konkretnego wyglądu strony.
Co to daje Twojej firmie
Szybkość. Strona zbudowana z gotowych plików ładuje się bardzo szybko, także na telefonie i przy słabszym zasięgu. To nie jest kosmetyka, bo szybkość wpływa i na pozycję w Google, i na to, ilu odwiedzających zostaje na stronie dłużej niż kilka sekund. Pisaliśmy o tym we wpisie o tym, dlaczego szybka strona to więcej sprzedaży.
Bezpieczeństwo. Na samej stronie nie ma bazy danych ani formularza logowania, więc nie ma czego zaatakować w typowy sposób. Panel można ukryć pod osobnym adresem i dobrze zabezpieczyć, bo jest jeden, a nie doklejony do każdej strony z osobna.
Jedno źródło treści dla wielu miejsc. Te same wpisy czy opisy produktów mogą trafić na stronę, do aplikacji, do newslettera albo na drugą stronę w innym języku. Treść żyje w panelu, a nie w szablonie konkretnej witryny.
Niższe koszty utrzymania. Hosting gotowych plików jest tani, a ponieważ nie ma wtyczek do ciągłego aktualizowania, opieka techniczna dotyczy głównie panelu, a nie każdej strony osobno.
Co tracisz w porównaniu z WordPressem
Uczciwie trzeba powiedzieć, że headless CMS nie jest darmowym obiadem. Każda publikacja oznacza przebudowanie strony, więc zmiana nie pojawia się w ułamku sekundy, tylko po chwili. Przy stronach zmienianych kilka razy w tygodniu to bez znaczenia, przy portalu z newsami publikowanymi co kilka minut już tak.
Mniej jest też gotowych rozszerzeń. W WordPressie wiele funkcji instaluje się jedną wtyczką, a tutaj każdą trzeba zaprojektować i zbudować. Dotyczy to także nowych typów sekcji: jeśli chcesz dodać na stronie element, którego panel nie przewiduje, potrzebny jest programista. W zamian dostajesz porządek, bo nikt nie dołoży przypadkiem wtyczki, która spowolni całą stronę albo otworzy furtkę dla atakującego.
Wreszcie podgląd zmian przed publikacją trzeba świadomie zaplanować. W dobrze zrobionym panelu jest, ale nie pojawia się sam z siebie.
Jest też kwestia przyszłych wykonawców. Specjalistów od WordPressa jest bardzo wielu, a programistów, którzy sprawnie poruszają się w nowoczesnych technologiach, mniej. Nie jest to bariera nie do przejścia, bo to popularne i dobrze opisane narzędzia, ale warto o tym wiedzieć przed decyzją i zadbać, żeby kod strony był Twój.
Kiedy headless CMS ma sens
Najlepiej sprawdza się przy stronach firmowych, katalogach, blogach i serwisach usługowych, w których treści zmieniają się regularnie, ale nie co chwilę, a szybkość i bezpieczeństwo mają realne znaczenie dla sprzedaży. Dobrze pasuje też tam, gdzie te same treści mają trafiać w kilka miejsc albo gdzie firma ma kilka stron i chce zarządzać nimi z jednego panelu.
Mniej sensu ma przy bardzo dynamicznych serwisach z setkami publikacji dziennie, przy sklepach mocno opartych na gotowym ekosystemie wtyczek albo wtedy, gdy najważniejsze jest, żeby każdy przyszły wykonawca znał technologię od ręki. Szerzej o wyborze piszemy w tekście o tym, jaka jest alternatywa dla WordPressa.
Pytania, które warto zadać wykonawcy
Jeśli ktoś proponuje Ci stronę z headless CMS, kilka pytań pozwala szybko ocenić, czy to przemyślana propozycja, czy modne hasło w ofercie.
- Jaki to panel i czyj? Otwarty, który można postawić na dowolnym serwerze, czy usługa jednej firmy z własnym cennikiem? Od tego zależy, co się stanie, gdy dostawca zmieni warunki.
- Gdzie stoi panel i kto płaci za jego utrzymanie? Strona może być na tanim hostingu, ale panel też musi gdzieś działać i ktoś musi go aktualizować.
- Jak wygląda podgląd zmian? Czy przed publikacją zobaczysz wpis dokładnie tak, jak będzie wyglądał na stronie?
- Kto może publikować? Czy da się dać pracownikowi prawo do pisania szkiców bez prawa do publikacji?
- Czy treści da się wyeksportować? W zwykłym formacie, w całości, razem z obrazami.
- Co, jeśli zechcesz nową sekcję na stronie? Ile to kosztuje i czy możesz to zlecić komuś innemu.
Dobra odpowiedź na każde z tych pytań nie musi być idealna, ale powinna być konkretna. Jeśli wykonawca odpowiada ogólnikami, to znak, że sam jeszcze nie przemyślał, jak będzie wyglądała Twoja codzienna praca z panelem.
Jak to wygląda w praktyce
Najlepszym przykładem jest strona, którą właśnie czytasz. Wpisy na blogu i opisy realizacji piszemy w naszym własnym panelu, a strona ctrlzstudio.pl buduje się z tych treści jako zestaw gotowych plików. Panel sprawdza i porządkuje treść przy zapisie, pilnuje dat publikacji i pozwala obejrzeć wpis przed wypuszczeniem. Na stronie nie ma żadnego formularza logowania, bo nie jest tam do niczego potrzebny.
Jeśli zastanawiasz się, czy taki model pasuje do Twojej firmy, opisaliśmy go dokładniej na stronie o stronach w Astro i Next.js, razem z sytuacjami, w których uczciwie odradzamy go na rzecz WordPressa.
Chcesz sprawdzić, jak to wygląda u Ciebie?
Napisz, czym zajmuje się Twoja firma i co chcesz poprawić. Odpowiemy konkretnie, bez gotowej oferty wysyłanej w ciemno.